Jesteśmy światkami kompletnego upadku teorii sojuszy polityczno-obronnych wg Jarosława Kaczyńskiego. Geopolityka nie jest najlepszą stroną lidera PiS. I chyba to do niego dociera, bo zaczyna nieudolnie tłumaczyć i intepretować działania D.Trumpa oraz własne.
J.Kaczyński od lat straszył Rosją i twierdzi, że na jego wyszło. Doprawdy? Gdyby tak było, tzn. gdyby poważnie traktował to przed czym straszył, to od początku rządów PiS w 2015 stawiałby na rozwój armii i obronności. Tymczasem wpierw zaczął wydawać ogromne pieniądze na wydatki socjalne. Wydatki na obronność były na drugim miejscu. Te, dopiero w 2022 zaczęły wyraźnie rosnąć w relacji do PKB, czyli po wybuchu wojny w Ukrainie. Lider PiS nie potrafił też wytłumaczyć, co rząd robił po otrzymaniu pod koniec 2021 r. informacji od służb państw NATO o poważnym ryzyku wybuchu konfliktu zbrojnego na Ukrainie. Pytanie więc, czy lider PiS przeczuwał konflikt z Rosją, który będzie też zagrożeniem dla Polski i NATO, czy tylko tak sobie mówił?
Nieporadność Trumpa, jego niechęć do wsparcia wschodnich państw NATO i Ukrainy w rozstrzygnięciu konfliktu, sympatia do Rosjan i Putina, wszystko to wyraźnie zaskoczyło Kaczyńskiego. USA miały być filarem zagranicznej polityki PiS i równoważyć strategię konfliktowania się z UE. Najwyraźniej Kaczyński był przekonany, że taką polityką wobec UE zyska większą przychylność USA pod rządami Trumpa. Ta kalkulacja się nie sprawdziła. Dla Trumpa jesteśmy trzecioligowym partnerem, który będzie się liczył na tyle, na ile dokona zakupów broni w USA i będzie wspierał wywrotową polityką USA na terenie Europy. Niestety, nawet tutaj nie ma gwarancji, że podporządkowanie się USA cokolwiek przyniesie.
Polityka USA, wojna w Ukrainie i zagrożenie ze strony Rosji pokazały jak ważne jest wspieranie rozwoju i współpracy w ramach UE. Doprawdy trzeba było takiej lekcji, by J.Kaczyński uświadomił sobie swój błąd? Oczywiście nie ma pewności, że tak się stało. Publicznie do błędu się nie przyznaje. Tzn. oczywistość opisanej wyżej sytuacji geopolitycznej jest już tak oczywista, że lider PiS poczuł się zmuszony do komentarza. Przyznał, że USA to trudny partner, ale lepszy taki niż …. UE , która (rzekomo) odbiera nam kraj (?). Na razie więc mamy potwierdzenie godzenia się na spolegliwą i upokarzającą politykę USA i jakieś nieporadne dyrdymały o UE.