Prezydent przegrał test na Brygadę Świętokrzyską NSZ.

przez | 27 sierpnia 2026

Prezydent Nawrocki przygotował przekaz do uczestników obchodów 82-giej rocznicy powstania Brygady Świętokrzyskiej NSZ. Ta rocznica i sama formacja oraz jej historia, to świetny test na polityka i jego umiejscowienie na scenie politycznej.  Prezydent Nawrocki ten test przegrał.

Kluczowy jest poniższy fragment:

“Wobec zbliżania się tego, co nieuniknione i już dobrze znane z doświadczeń Wilna, Lwowa i Lublina, gdzie wyzwolenie rychło okazało się nowym zniewoleniem, Brygada Świętokrzyska NSZ podjęła marsz na zachód – ku zajmującym terytorium Niemiec wojskom alianckim. Ten śmiały plan, do dziś niekiedy uznawany za kontrowersyjny z racji koniecznych kompromisów, okazał się zbawienny. Dość wskazać, że stan osobowy jednostki z ponad 800 żołnierzy w grudniu 1944 roku wzrósł do przeszło 1400 w maju 1945 roku. Tylu młodych Polaków udało się ocalić, przeprowadzając na ziemie czeskie, zajęte przez armię amerykańską. Nie ma potrzeby tłumaczyć, jaki los czekałby ich, gdyby zostali w kraju opanowanym przez Sowietów, pod władzą narzuconego przez Moskwę czerwonego reżimu.”

Chodzi o słynny zarzut pod adresem Brygady, że wycofywała się za przyzwoleniem Niemców do okolic Pilzna w Czechach. Prezydent sprytnie pominął jak to się stało, ze akurat ta formacja skorzystała z ‘uprzejmości’ Niemców i mogła się wycofywać za ich przyzwoleniem niemal bez problemów południowy zachód. Żołnierze z Powstania Warszawskiego czy więźniowie obozów koncentracyjnych na przykład, nie mogli liczyć na taki luksus. Historia Brygady przed rozpoczęciem wycofywania się w styczniu’45 i po podporządkowaniu się wojskom amerykańskim na terenie obecnych Czech w maju’45 taka idealna nie była. I niestety, to prezydent w swoim przekazie pozwala sobie na manipulacje ws Brygady i niedomówienia.

Nie jestem zaskoczony krokiem prezydenta, bo na stronach IPN-u, z którego się wywodzi i który współtworzył, wygląda to podobnie. Ciekawi mnie też o czyje względy dba prezydent. Zrobił to po cichu, bo słusznie przypuszcza, że nagłośnienie sprawy w mediach groziłoby awanturą. Nie widzę powodu do obchodzenia rocznic Brygady Świętokrzyskiej. Wiem, że młyny historii były bezwzględne w tamtych czasach, ale żołnierze NSZ ewidentnie się etycznie i moralnie ‘pogubili’. Ta formacja nie zasłużyła na zasłonę milczenia, a już na pewno nie atencję prezydenta Polski. Smutne.

Przejrzyjmy się w lutrze, zanim zaczniemy w poczuciu moralnej wyższości krytykować Ukraińców za UPA i Wołyń.

przez | 13 sierpnia 2026

Ukraińców usprawiedliwiać nie zamierzam. To co rozumiemy pod pojęciem mordów ludności polskiej na Wołyniu, usprawiedliwione być nie może. Zbrodnia jest zbrodnią i tyle. Łaski z dostępem do miejsc pochówku pomordowanych też nam nie robią. To ludzkie prawo mieć dostęp do takich miejsc. Tyle wstępu.

A teraz do nas, Polaków, którzy tak chętnie się emocjonalnie unieśli.

Mamy na sumieniu zabicie lub wydanie na pewną śmierć tysięcy Żydów w czasie IIWW. Nie chcemy się z tego rozliczać ani o tym dyskutować. Dyskusję o Jedwabnym i pogromach zaczął J.T.Gross ponad 25 lat temu. Był szok. Dla mnie najsmutniejsze było to, jak po jakimś czasie przeczytałem wywiad z jednym z polskich historyków. Pogromy żydowskie i szmalcownictwo oraz przejmowanie majątku żydowskiego, to żadna tajemnica. To wiedza bogato udokumentowana po wojnie i dobrze historykom znana. Dlaczego więc temat był przed dekady szeroko omijamy? Bo historycy wyczuwali, że nie ma na to klimatu w Polsce, ani zapotrzebowania. Lepiej więc było tematu nie tykać.

W końcu, i na szczęście, na jaw wyszedł pogrom w Jedwabnem. Miał to być przełom i szansa na trwałe przekroczenie granicy lęku i odwagi. A tu nic z tego. Zespoły redakcyjne z odwagą kiedyś komentujące Jedwabne , dzisiaj wolą milczeć. Polscy politycy milczą lub znowu zaczynają relatywizować lub liczyć Niemców, którzy mieli rzekomo całe miasteczko zagonić do niegodziwych czynów. A kościół katolicki? Woli milczeć i niuansować. Na stronie jednego z czasopism katolickich też relatywizowanie, mnożenie liczby Niemców lub agentów niemieckich, którzy mieli ludność polską nakłaniać do zbrodni w Jedwabnem.

Jak komuś mało, to polecam wpisy na koncie facebookowym IPN z ostatnich dni. Tendencyjne prezentacja działań ukraińskich formacji, które dokonały zbrodni. Zaraz po tym proponuję świeży wpis IPN o Brygadzie Świętokrzyskiej. Te same bzdury i sprytne manipulacje od lat. Zabawa w przemilczanie, relatywizowanie i wpisywanie w konteksty jak u Ukraińców.

I w tym wszystkim Karol Nawrocki. Człowiek kreujący się na moralizatora, twardziela z haryzmą. A w rzeczywistości? Myli odwagę z poniżaniem narodu, który został zaatakowany. Narodu, który musi prosić o pomoc gospodarczą i militarną, mimo iż walczy m.in. za nas. Z jednej strony popisy na słabszych i uzależnionych m.in. od naszej pomocy Ukraińcach, a z drugiej: budzący odrazę serwilizm wobec USA i Donalda Trumpa, udawania że nie słyszy się głupkowatych i niebezpiecznych dla nas i NATO wypowiedzi prezydenta USA.

Powstanie Warszawskie. Przerabianie tragicznego wydarzenia w romantyczno-patriotyczny event.

przez | 2 sierpnia 2026

Za nami 82-ga rocznica wybuchu Powstanie Warszawskiego. Obejrzałem fragmenty wczorajszego koncertu na Placu Piłsudskiego w Warszawie. Koncertu, który przeradza się z biegiem lat w ludową imprezę na wolnym powietrzu. Wiem, że to widowisko może się podobać zgromadzonym na Placu i przed telewizorami. Tylko, że to jest wypaczanie historii na potrzeby rzesz ludzi i dla wygody polityków. Dla mnie jest to jeden z wielu przejawów polityki historycznej. Może tym różniącej się od innych tego typu zabiegów, że nie ogranicza się tylko do inicjatywy i narracji narzucanej przez bogo-ojczyźnianą prawicę. Biorą w tym udział media, politycy wszystkich odcieni i ..niestety… historycy.

Koncert to były piosenki i przekazy powstańcze koncentrujące się na patriotyzmie, odwadze, miłości itd. Można było odnieść wrażenie, że Powstanie to była jakaś pokoleniowa przygoda sprzed 80-ciu laty.

Kilka uwag.

Na koncercie nie zaprezentowano ludziom skali strat ludzkich, materialnych i strat z obszaru szeroko rozumianego dorobku historyczno-kulturowego. Nie było piosenek o mordowanych ludziach czy refrenów z głosami matek czy dzieci krzyczących ze strachu tuż przed nieuniknioną śmiercią. Nie było piosenek o świadomie podejmowanym ryzyku przez dowódców Powstania. Nie było też piosenek o tych, którzy z Warszawy musieli uciekać i nigdy już nie wrócili. To się nie sprzedaje, bo po prostu nie nadaje się na patriotyczny happening. To jest ze zbiorowej świadomości wypychane. Przez wszystkich, w tym i tych stojących na Placu Piłsudskiego.

Dla tych co lubią podejście matematyczne w liczeniu strat, też nie widzę ratunku. Biorąc pod uwagę łączne straty ludzkie przez 63 dni Powstania, mamy ok. 3 tys. zgonów średnio dziennie. W porównaniu z okupacyjną codziennością, to makabrycznie dużo. Nie daje się też obronić teza, ze ludzie  i tak codziennie ginęli w łapankach i rozstrzeliwaniach czy więzieniach bądź byli wysyłani do obozów zagłady w znacznej liczbie. Z danych jakie udało mi się znaleźć o przypadkach śmierci w okupacyjnej Warszawie, trudno znaleźć potwierdzenie, że śmiertelność dorównywała tej z czasów Powstania.

Czy Niemcy i tak zniszczyliby Warszawę, nawet gdyby Powstanie nie wybuchło? Też dyskusyjne. To skrajny wariant, którego historia nie zweryfikowała, bo wydarzył się inny. Ponadto skoro przywódcy Powstania liczyli na pozytywny scenariusz wydarzeń, to dlaczego w przypadku rzekomego wyburzenia miasta mamy zakładać skrajnie negatywny? To sprzeczne założenia przy porównywaniu scenariuszy.

Czy Powstanie miało w ogóle szanse skończyć się powodzeniem? To kwestia jak zdefiniujemy powodzenie. Problem celu, szans i sensu Powstania był tematem narastających dyskusji w gronie dowództwa ruchu oporu w kraju i rządu na uchodźctwie na wiele miesięcy przed jego wybuchem. Mam wrażenie, że historycy nie mają wątpliwości, że władze Powstania (tzn. ci z tego grona, którzy do decyzji się przychylili) nie miały wątpliwości, że rozpoczynają operację o ogromnym ryzyku. W ostatnich tygodniach i dniach przed decyzją o wybuchu napływały informacje dobre i złe. Chętniej przyjmowano te dobre.

Lody za czerwony pasek. Afera w Pszczynie.

przez | 10 czerwca 2026

Kiedy już w mediach wystrzeli jakiś temat, to trudno dojść co było jego przyczyną. Nie inaczej z zakazem rozdawania lodów za czerwony pasek na świadectwie. Jak do Rzeczniczki Praw Dziecka (RPD), pani Moniki Horny-Cieślak, dotarła informacja o lodach w odległej od Warszawy Pszczynie, nie wiem. Zresztą nie ma to chyba większego znaczenia. RPD zwróciła się do właścicielki lodziarni, by zaprzestała akcji rozdawania lodów. Uzasadnienie? Wg Biura RPD tego typu akcje mogą dzielić dzieci na lepsze i gorsze, wywoływać presję społeczną na wyniki, prowadzić do oceny bez odniesienia do warunków w jakich dzieci się uczą (rodzina, szkoła, zasoby, ograniczenia) itd. itd. Jeszcze tylko dodam, że pomysł z lodami to podobno 25-letnia tradycja.

Tak, zgoda, taka akcja to w jakimś sensie dzielenie dzieci na lepsze i gorsze. Czy może na te, które osiągnęły lepsze wyniki w szkole i na te, które osiągnęły gorsze. A to już nie to samo. Ale nie będę brnął w te rozważania dalej, bo nie one są tu celem.

Inicjatywę RPD odbieram jako modne ostatnio i przesadne dążenie to unikania oceny, co jest po prostu niemożliwe i skazane na porażkę. Do maniakalnego unikania oceny i sytuacji, które ocenę (wartościowanie) mogą za sobą pociągnąć. To jakieś przesadne psychologizowanie, które przeradza się w społeczną modę i chorobę.

Owszem, zgadzam się, gdzieś jest granica oceny, ale – pokornie przyznam – nie wiem gdzie ona dokładnie jest. W przypadku lodów z Pszczyny, moim zdaniem, została ona przekroczona przez RPD. Nie uciekniemy w życiu przed oceną i nie uciekniemy przed sukcesem i porażką. Ja na przykład uprawiam sport amatorsko (biegam) w dość dojrzałym wieku. Mam przestać lub mam milczeć o tym, bo część moich znajomych odbiera to jako ich ocenę tylko dlatego, że im uprawiać się sportu się chce? Ja też codziennie podlegam wartościowaniu, jak każdy. Ktoś szybciej uczy się języka obcego ode mnie, ktoś skończył trudniejsze studia dzięki czemu więcej zarabia i wygodniej żyje. Ktoś na mecie biegów w których uczestniczę dostaje nagrody za najwyższe lokaty a ja nie, bo docieram do mety na odległych pozycjach. Wyluzujmy trochę.

Chwalmy się i nagradzajmy, z jakąś oczywiście nutką skromności. Ale przede wszystkim, unikajmy – na ile to możliwe – negatywnej oceny w życiu codziennym. Tak więc lody za świadectwo z paskiem są dla mnie jeszcze ok., ale – przykładowo – akcja typu dzieci ze słabymi ocenami na świadectwie lodów nie dostają lub mniej, to już nie. Pozwólmy więc tradycji w Pszczynie trwać dalej.

Twardziel z PiS-u i jego sympatycy.

przez | 7 czerwca 2026

Trzeba mieć sporo determinacji, by słuchać przekazów kandydata PiS na premiera, czyli Przemysława Czarnka. Ot, przytoczę jedną ze świeższych wypowiedzi P.Czarnka podaną przez Bankier.pl. Chodzi o budzący kontrowersje temat wsparcia dla artystów.

“..zero promowania dziadostwa w teatrach, dziadostwa w kinach, dziadostwa w telewizji, antypolskiego i antyrodzinnego. W Polsce jest przestrzeń dla wszystkich – mogą sobie rysować zadki wypięte, mogą sobie wystawiać najdurniejsze sztuki i śpiewać najgłupsze piosenki, ale za swoje..”

I tak, tzn. w tym stylu, codziennie. Twarde, wypowiedziane głośno z nutką wulgarności, proste zero-jedynkowe recepty na silny i szczęśliwy kraj. Oze-sroze to nie był wypadek przy pracy. Tonacja to tylko część wizerunku przyszłego premiera. Reszta to totalna nonszalancja względem faktów.

Wysforowanie P.Czarnka na jednego z liderów polityki PiS potwierdza smutną prawdę o tej partii i jej elektoracie. To, że PiS sondażami dość dobrze rozgryzł potrzeby i lęki swojego elektoratu, to oczywiście żadne osiągnięcie. Smutnym jest fakt, że PiS bezceremonialnie wykorzystuje ograniczoną wiedzę i brak chęci do weryfikacji faktów wśród swoich sympatyków. Taki to elektorat niestety.

Nie robią na mnie wrażenia sugestie, że ocena elektoratów to działalność nieetyczna w politycznym komentatorstwie. Raz, fakty są jakie są. Dwa, każdy, w tym o sympatyk PiS, ma dostęp do informacji i możliwość weryfikacji faktów. Wykształcenie i status materialny nie mają tu znaczenia. Reszta to już kwestia chęci.  Jednym chce się szukać, a innym nie i wystarczy im przekaz PiS i P.Czarnka.

Prezydent Nawrocki odreagowuje polskie kompleksy po decyzji prezydent Ukrainy ws nadania imienia UPA.

przez | 1 czerwca 2026

Decyzja prezydenta Ukrainy ws nadania jednej z formacji wojskowych imienia UPA, to być może nienajlepszy ruch. Jednym już emocje w Polsce eksplodowały, ale tym co jeszcze zachowali względny spokój, proponuję wziąć oddech i nabrać więcej dystansu.

Każdy kraj ma swoją politykę historyczną, ma i Ukraina. Te polityki nastawione są na ogół na pompowanie narodowej dumy i dość selektywne postrzeganie własnej historii. O winach i grzechach polityki te skrzętnie na ogół milczą. Dokładnie na tą samą chorobę cierpią Polacy. Rozważania o UPA zostawię na inną okazję.

Mnie dręczy pytanie po co PRAWICOWY prezydent Duda nadawał Order Orła Białego prezydentowi Żełeńskiemu? Jakie zasługi dla Polski uzasadniały nadanie orderu? Żadne. Po prostu prezydent Duda potraktował order jako okolicznościowy podarunek dla prezydent sąsiedniego państwa, które padło ofiarą agresji itd. i przy okazji 100 rocznicy odzyskania niepodległości. Czy wtedy pytano prezydenta Żełeńskiego o UPA i o rozliczenie z pogromem z czasów II wojny? Chyba nie. Wobec tego obecnie odbieranie orderu wygląda niepoważnie. Oder został potraktowany przez A.Dudę jak okolicznościowy prezencik, co ma swoją solidną tradycję w historii nadawania tego orderu. Niestety.

Karol Nawrocki, niezręczną (niemadrą) decyzję Żełeńskiego wykorzystał do zaprezentowania swojej odwagi. Dlaczego nie odbieramy orderu np. B.Mussoliniemu (tak! on też dostał!) i kilku innym postaciom, które źle zapisały się w historii naszej lub świata? Tego nie wiemy. Karol Nawrocki, który po kolejnej hecy Amerykanów (decyzja ws stacjonowania wojsk USA w Polsce), znowu wybrał początkowo milczenie ze strachu, decyzję Żełeńskiego wykorzystał do prezentacji swojej rzekomej odwagi.

Order Orła Białego ma też i brzydką stronę swojej historii. W XVIII wieku order wciskaliśmy wielu Rosjanom. W II Rzeczypospolitej nawet faszystom. W III Rzeczypospolitej, kontynuowaliśmy tradycję kurtuazyjnego wciskania orderu zagranicznym politykom itp. Przypadek Żełeńskiego z tematem UPA w tle, to nic nadzwyczajnego.

A prezydentowi Nawrockiemu polecałbym raczej testowania swojej odwagi na Donaldzie Trumpie.

Małżeństwa osób tej samej płci. TSUE pomaga Polsce uporać się z problemem.

przez | 18 maja 2026

Zgodnie z orzeczeniem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) z listopada 2025 r., Polska ma obowiązek uznać małżeństwo osób tej samej płci. Przez 35 lat od wejścia w życie przemian ustrojowych nie potrafimy rozwiązać prostego problemu: zaakceptowania, że tej samej płci też chcą żyć w prawnie scementowanym związku. Widać, że większość Polaków i wybrani przez nich politycy, nie potrafią przeskoczyć pewnej mentalnej bariery. To jest proste intelektualne zadanie: jakie mamy prawo zabronić parom jednopłciowym zawierać związki małżeńskie, jakie mamy prawo zabraniać ludziom żyć tak jak chcą? Widać, że większość z nas ma potężny problem z przyjęciem, że wbijane nam od dziecka schematy światopoglądowe, moralne itd. są, ….najdelikatniej mówiąc, nietrafione. Z trudem i wstydem, uświadamiamy sobie, że nie przerobiliśmy tematu. Wtedy jedynym rozwiązaniem jakie przyjmujemy jest negacja i odrzucenie.

Oczywiście orzeczenie TSUE nie zmusi nas do tolerancji. Musimy ten temat przerobić sami. TSUE wymusza jedynie akceptacje małżeństw jednopłciowych zawartych za granicą.

Proponuje każdemu kto ma problem z akceptacją par i małżeństw jednopłciowych dokładnie wyliczyć sobie z czym ma problem i czy ma na to uzasadnienie naukowe, badaniami itd.

Moim zdaniem już czas by politycy i liderzy opinii wrzucili pod debatę publiczną temat porównania par dwu- i jednopłciowych. Jestem przekonany, że będzie ciekawie. Szybko okaże się, że pary hetero wcale nie są takie idealne.

Wiem, pojawia się strach, że : w kolejnym kroku ‘homo’ zażądają adopcji dzieci. No i? Ludzie nie-hetero też chcą być rodzicami. Rozumiem, że to chyba nikogo nie dziwi? Tu też jestem zwolennikiem badań. Na dzień dobry już wiemy, że małżeństwa hetero ‘produkują’ morderców, złodziei, zboczeńców itd. Małżeństwa jednopłciowe wychowują ….., no właśnie, ktoś szukał takiej informacji? Ja tak, ale proszę się samemu pomęczyć.

Co za niefart. Muszę zgodzić się z Czarnkiem.

przez | 5 maja 2026

Nie lubię PiS, a karierę Przemysława Czarnka uważam za potwierdzenie upadku polityki w Polsce i czynnej w tym roli PiSu. Niemniej właśnie zdarzyło się, że niektóre refleksje P.Czarnka są zbieżne z moimi.

Na jednym ze spotkań kandydat na premiera PiS została zapytany o mieszkania dla młodych i sto tysięcy innych wymagań do założenia rodziny. Cytat za TVN24: “Przemysław Czarnek został zapytany, jakie ma plany na rozwiązanie problemu mieszkaniowego i wysokich cen. Doradził, żeby przede wszystkim zakładać rodziny, nawet jak nie ma dostępnych mieszkań i stałej pracy, bo gdyby przodkowie czekali na mieszkania, to by wielu z nas nie było.”

Jestem z wieku bardzo dojrzałym i zdążyłem poznać czym jest rodzina. Nie lubię całej tej konserwatywno-katolickiej paplaniny o rodzinie, ale mnie udało się stworzyć rodzinę, która potrafi się wpierać. Absolutnie zgadzam się z tym, że gdyby nasi rodzice i dziadkowie uzależnili wejście w związki i powoływanie dzieci od spełnienia wymagań stawianych przez obecne młode pokolenia, to Polska byłaby dzisiaj krajem garstki emerytów. Proponowałbym młodym ludziom nieco spuścić z tonu i ewentualnie odpowiedzieć na pytanie, kto ma zapłacić za spełnienie ich wymagań. Oczywiście każdy ma prawo żyć jak chce.

Przemysław Czarnek. I tylko tyle J.Kaczyński ma do zaproponowania?

przez | 10 marca 2026

Idei wystawiania przez ugrupowanie opozycyjne kandydatury swojego potencjalnego premiera na długo przed wyborami nie rozumiem. Przekaz partii formułuje lider partii i czołowi działacze oraz parlamentarzyści. Jeżeli partia ma sprzyjające jej media, to i one podejmują się prezentowania odbiorcom tożsamej wizji świata. Taki ‘premier’ z jednej strony staje się politycznym celem i przedmiotem zainteresowania. Ściąga na siebie uwagę, co ma dobre i złe strony. Z drugiej, powinien być postacią wyjątkową. A przynajmniej dobrze by było. Chodzi o inteligencję, osobowość, poglądy, polityczną sprawność itd. No, jest jeszcze kolejna, trzecia już 🙂 strona. Taki ‘premier’ może być wystawiony w celu otwarcia się na nowe środowiska, tzn. potencjalny elektorat.

A co nam przygotował lider PiS?

Przemysław Czarnek to słaby kandydat i świadectwo, że J.Kaczyński nie zmienił swojego sposobu uprawiania polityki. Kaczyński nadal wierzy w skuteczność cynizmu, bezczelności i kłamstwa w polityce. Ceni ludzi bez charakteru i uległych jego wizji uprawiania polityki.  Już w pierwszym, inauguracyjnym, przemówieniu kandydata na premiera PiS dostaliśmy program PiS na najbliższe lata w pigułce. Czarnek z dumą potwierdził cechy, które dwa trzy zdania wcześniej wymieniłem, plus prymitywna antyunijność, bzdury o zakamuflowanej opcji niemieckiej itd. 

Obstawiam, że Czarnek per saldo bardziej przyczyni się swoim zachowaniem do nakręcenia głosów ugrupowaniom nie-prawicowym, w tym KO, niż PiS-owi. Jest idealnym straszakiem. 

ps. przy okazji okazało się, że P.Czarnek korzysta ze zdobyczy tzw. zielonej energii, którą przy okazji próbował ośmieszyć. Jak można kpić z OZE i UE, a przy tym jednocześnie mieć panele fotowoltaiczne na dachu? Nie wiem. Czarnek i PiS w pigułce  🙂 

 

Znowu media i politycy boją się skarcić obywateli. Polacy utknęli na Bliskim Wschodzie.

przez | 2 marca 2026

Przypomina mi się słynne pouczenie premiera Cimoszewicza skierowane do powodzian w latach 90-tych: trzeba się było ubezpieczyć.

Tysiące Polaków z powodu konfliktu z Iranem utkwiło w miejscach wypoczynku lub na lotniskach przesiadkowych, zamkniętych z powodu konfliktu. Media docierają powoli do rodaków z pytaniem jak sobie radzą. A Polacy, jak to Polacy, zaczynają narzekać. Zaczynają wyrażać pretensje i oczekiwania pod adresem rządu i nie tylko. Media bezrefleksyjnie to emitują, a politycy PiS i prezydent nawołują by coś zrobić, tzn. jakoś jak najszybciej ściągnąć rodaków do kraju.

Bez dłuższego rozwodzenia się kilka uwag. Osoby które utkwiły w miejscach wypoczynku czy służbowych wyjazdów doskonale wiedziały, że jest ryzyko konfliktu na Bliskim Wschodzie. Amerykanie nie ukrywali dokąd płyną ich okręty i co potencjalnie może się wydarzyć. Nie oczekuje od razu rezygnacji z wyjazdu, ale zapas gotówki na koncie, informacja w pracy, że możemy wrócić z opóźnieniem, to chyba nie jest zbyt dużo, prawda? Proszę więc teraz przed obiektywami swoich telefonów nie biadolić i się nie skarżyć w mediach. Biedacy za granicę nie jeżdżą. A skoro ich stać na takie wycieczki, to przyjmuję że mamy do czynienia z względnie zaradnymi i odważnymi ludźmi. Teraz nagle wyzwaniem życia jest jak przetrwać kilka dni w oczekiwaniu na wylot do kraju.

Oczywiście, jest pewien poziom zagrożeń, gdy trzeba ratować ludzi. Czy ten poziom zostanie osiągnięty czy nie, to się okaże. Ewentualna pomoc państwa powinna być przynajmniej w symbolicznej części odpłatna. Nie widzę powodu, by bogatym ludziom, którzy zakpili z bezpieczeństwa, fundować powrót do kraju na koszt podatnika.