Patrząc na rozwój dyskusji o pedofilii w polskim Kościele, zaskakuje wiara przedstawicieli Kościoła i jego obrońców w to, że ten kryzys da się przeczekać. Może i da, pytanie tylko czy długoterminowo taka postawa się opłaci Kościołowi.
Wydaje się, że uruchomiony został proces, którego nie da się już zatrzymać. Początkowo doniesienia o pedofilii wśród polskich księży odbierano jako incydenty nagłaśniane głównie po to, by zaszkodzić Kościołowi lub dla wzniecenia taniej sensacji w tablidach. Problem niestety narasta i nie da się już chyba tego dłużej zamiatać pod dywan. Media dotarły do najbliższego współpracownika Jana Pawła II, kardynała S.Dziwisza. Mówiąc najdelikatniej jak można, kardynał ma poważne zarzuty o ukrywanie pedofilii w Kościele i to jeszcze z czasów służenia JPII. O ile jakość pracy dziennikarzy śledczych TVN24 pozostawia czasami sporo do życzenia, to przyjęta przez kardynała Dziwisza linia obrony i sposoby zniechęcenia do zainteresowania jego osobą wskazują, że przynajmniej część zarzutów jest zasadna. Niestety dotyczą one i pośrednio samego JPII. Wiele wskazuje na to, że JPII niezbyt stanowczo walczył z pedofilią w Kościele. Nie ułatwiali tej walki ludzie jak S.Dziwisz i szereg innych wysokich hierarchów Kościoła, w tym w Polsce. Nie wiadomo co bardziej razi, tolerowanie pedofilii i przymykanie na nią oczu, czy może bardziej przekonanie, że nikt spoza jego struktur nie ma prawa rozliczać i osądzać Kościoła. Sprawy zaszły tak daleko, że im bardziej polscy hierarchowie udają, że nic wielkiego się nie dzieje, tym bardziej uderza to w wizerunek papieża JPII.
W tym idiotycznym i bezrefleksyjnym szacunku dla Kościoła oraz traktowania go jako niekrytykowalny element polskości zaszliśmy za daleko. Obecna władza ostentacyjnie broni Kościoła przed poniesieniem konsekwencji za czyny pedofilne. Komisję ds. walki z pedofilią, która powstała po pierwszym filmie braci Siekielskich, przejął PiS i praktycznie zamroził jej działanie. Taki był zresztą cel: chronić Kościół. Wymiar sprawiedliwości stara się nie być zbyt natrętny w dochodzeniach wobec duchownych. Najwyżsi hierarchowie też wcale nie palą się do wyjaśnień przed wiernymi. Pozostaje opinia publiczna i media niezwiązane z rządem i prawicą.
Czy Kościół i prawica stracą na przemilczaniu pedofilii wśród duchownych? Już tracą, ale wśród tej części opinii publicznej, która i tak nie jest przedmiotem zainteresowania Kościoła i PiS. Hierarchowie najwyraźniej mierzą straty poprzez zmiany w otoczeniu, w którym bezpośrednio funkcjonują. Wierni uczestniczący w mszach i innych obrządkach oraz działający w organizacjach związanych z Kościołem zdają się milcząco akceptować to do czego docierają media. Politycy prawicowi gotowi są kryć największe przestępstwa. Ci, których to oburza (tzw. wierni), nawet jeśli należą do wspólnoty, nie czują silnego związku z instytucjonalnym Kościołem i hierarchią. To w większości katolicy, ale z bardzo indywidulanym podejściem do Kościoła. Księża i biskupi są dla nich tylko urzędnikami, którzy są odpowiedzialni za organizację mszy, chrztów, pogrzebów itd.
Chyba nie ma co liczyć na radykalne zmiany. Politycy mieniący się być obrońcami Kościoła i hierarchowie muszą po prostu przeminąć. Muszą odejść, oddać swoje stanowiska. Muszą stracić swoje wpływy.
Jak dużo w naszej świadomości jest do zrobienia świadczy sprawa kard. Gulbinowicza. Ten człowiek dostępował wszelakich honorów, dostawał ordery i medale, chociaż – jak się teraz okazuje – jego współpraca z SB i homoseksualizm nie były taką znów tajemnicą, do której nie dałoby się dotrzeć.