Winni Rosjanie? Żenada po prostu.

przez | 4 kwietnia 2017

Sorry, że znowu piszę o smoleńskim wypadku czy raczej śledztwie w tej sprawie. Kiedy zobaczyłem dorosłych mężczyzn, reprezentujących polski wymiar sprawiedliwości, którzy brną w wersję ze świadomym doprowadzeniem do  katastrofy przez rosyjskich kontrolerów, zrobiło mi się wstyd. Wobec panów z prokuratury natomiast z uczuć pojawiły się u mnie ……współczucie i zażenowanie tym co jeszcze gotowi są z siebie zrobić.

Jak rozumiem, to kolejna próba szukania ratunku przed blamażem przed opinią publiczną polityków PiS i próba odwrócenia uwagi od faktycznych przyczyn wypadku. Do tworzenia smoleńskiego mitu zaprzęgnięto już nawet wymiar sprawiedliwości. Jednym z filarów oskarżenia miałoby być podawanie nieprawidłowych danych przez wieżę polskiej załodze. Ten kierunek ‘szukania’ winnych ma tą zaletę, że możemy Rosjan oskarżyć o cokolwiek i próbować zrzucić na nich winę. Rosyjska załoga wieży i zewnętrzni decydenci i tak do Polski nie przyjadą na przesłuchanie, nie dostaniemy też – niestety – pełnych nagrań i wyjaśnień tego co się na wieży działo feralnego dnia. Owszem, można z tego ulepić niezłą teorię spiskową i wyjaśnienie przyczyn wypadku. Tylko co nam da, takie oszukiwanie samych siebie. Po raz kolejny odsyłam chętnych i ciekawych do zapisu rozmów z Tupolewa. Przypomnę, że poza wątpliwościami skoncentrowanymi wokół osoby gen. Błasika i wypowiedzianych rzekomo przez niego słów, zapisy rozmów z Tupolewa nie budzą wątpliwości. A.Macierewicz omijał rozmowy szerokim łukiem w swojej dotychczasowej działalności, świadomie nie chcąc ściągać na nie uwagi zwolenników jego teorii.

Uzupełnieniem mogą być zdobyte i publikowany w Polsce fragmenty zapisu rozmów załogi wieży między sobą i z niezidentyfikowanymi decydentami.

O ile już wcześniej miłośnicy smoleńskiego mitu sugerowali świadome działania Rosjan (tajemniczy decydenci, z którymi rozmawiała załoga wieży), to zarzut świadomego podawania nieprawdziwych danych polskiej załodze nie był nadmiernie eksploatowany do tej pory. Był też – by przypomnieć główne ‘grzechy’ Rosjan – zarzut iż Rosjanie mieli zamknąć lotnisko z powodu warunków atmosferycznych, co uniemożliwiłoby Polakom lądowanie.

Co do Rosjan, to na tzw. wieży bałagan i zamieszanie były nie mniejsze niż w kokpicie Tupolewa czy w samolocie w ogóle. Tu i tu przerzucanie się odpowiedzialnością i problem z decyzją. My chcieliśmy lądować, a oni bali się nam tego zabronić. My wiedzieliśmy że warunki są złe, ale nikt nie miał odwagi zadecydować o poniechaniu jakichkolwiek prób sprawdzenia czy można lądować.

Spór o to czy Rosjanie powinni byli zabronić lądować nie ma sensu, bo problemem była postawa naszej załogi czy raczej jej dowódcy i złamanie przez polską załogę szeregu zakazów i przepisów.

Nie wiem czy ma sens kreowanie teorii o niepoprawnie podawanych wskazaniach jednego z urządzeń śledzących podchodzenie do lądowania (czy też lotniska) przez Rosjan. Nawet jeśli Rosjanin być może nie grzeszył precyzją, to Polacy winni byli wiedzieć że wykorzystywane urządzanie (przepraszam, nazwy teraz nie pamiętam) nie służy do naprowadzania do lądowania w warunkach mgły. Ponadto Tupolew zbyt szybko się zniżał i przy zbyt dużej prędkości, co też nie ułatwiało Rosjanom pracy i przyczyniało się do efektu opóźnienia w  przekazywaniu informacji.

Z uporem trzeba przypominać, że Polacy dostali kilka razy (w tym od Rosjan!) informację o złych warunkach. Rosjanie próbowali zniechęcić Polaków do lądowania m.in. pytając czy mają zapasowe lotnisko i czy są świadomi że chcą lądować na ubogim technicznie lotnisku. No ale Polacy byli uparci. W przekazach Rosjan nie ma żadnej zachęty do lądowania, a już na pewno nie było nacisków.

I na koniec najważniejsze pytanie: skąd Rosjanie mogli wiedzieć, że Polacy mimo fatalnych warunków zechcą podejść do pasa i ‘naocznie’ sprawdzić warunki? Czyżby znali myśli pilotów, atmosferę w samolocie? A może znają nasza polską przekorę, że my jesteśmy w stanie zrobić coś na przekór, nawet jeśli to głupie i niebezpieczne?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.