Wrzawa medialna wszczęta przez obrońców wolności wypowiedzi wszelakiej, krytyków Kościoła i działaczy lewicowych jest że tak powiem…trochę z automatu, czyli śmieszna. Niestety potwierdza się mój pogląd, że i po lewicowej (czy liberalnej) stronie są odpowiednicy księży Oko, Terlikowskich itd.
Niedawne dwa wyroki Trybunału Konstytucyjnego część komentatorów z zarysowanego wyżej kręgu, określiła jako podwójne zwycięstwo państwa wyznaniowego lub usankcjonowanie braku wolności słowa. Mam na myśli sprawę Doroty Rabczewskej czyli Dody dot. Wolności sumienia i wyznania oraz wniosku Naczelnej Rady Lekarskiej o Prawo do odmowy wykonania świadczenia zdrowotnego niezgodnego z sumieniem.
Niemniej hola, hola, powolutku, bez paniki drodzy lewicowcy, liberałowie itp. Pierwszy wyrok proponuje przyjąć z pokorą, a z drugim na spokojnie się zapoznać i wysnuć właściwe wnioski.
Wyrok ws. Dody nie mógł być inny. I dobrze że by jaki był. Przypomnę, że Doda stwierdziła że Biblię pisał ktoś spruty winem i pod wpływem ziół. Gdyby to jeszcze wsparła dowodami to ok. (teksty kościelne, fragmenty Biblii, dowody naukowe itd.). To było ewidentne lżenie ważnej dla katolików księgi, na której opiera się wiara chrześcijańska. Do tego lżenie, co oczywiste, oparła na kłamstwie. Doda nawet nie podjęła poważnej próby obrony swojej wypowiedzi, tylko dość banalnie próbowała się ustawić w roli osoby poszkodowanej w wyniku ograniczenia swobody wypowiedzi. Na szczęście TK przypomniał że o ile krytyka wiary jest akceptowalna, to lżenie nie. Inaczej mówiąc, w Polsce możemy krytykować Biblię, twierdzić że Boga nie ma, ale nie mamy prawa komuś ubliżać za to że wierzy i nie wolno nam kpić, ani wyszydzać ważnych dla danej religii przedmiotów, świętych ksiąg itd.
Uzasadnienie do wyroku Dody nie dlatego jest słuszne, że ma oparcie w prawie. Ludzie setki lat prowadzili wojny o podłożu religijnym. Ludzkość w końcu wyciągnęła z tego wniosek, że współistnienie grup społecznych o różnych światopoglądach jest tylko wtedy możliwe, kiedy wszystkie strony wzajemnie się szanują i o ile jedna grupa nie narzuca siłą swoich skrajnych wartości oraz zasad postępowania innym grupom. A samo wyszydzanie (wypowiedź Dody) nie podlega nawet sporom, bo jest to naruszenie kanonu zasad szacunku wobec innych w społecznej wymianie poglądów.
Druga ze spraw, wniesiona przez NRL nie jest już taka prosta, ale orzeczenie TK nie powinno specjalnie zaskakiwać. W dużym uproszczeniu NRL chciała zbadania zgodności ustawy regulującej pracę lekarzy z Konstytucją. Był to ruch obronny moim zdaniem w imieniu lekarzy którzy chcą korzystać z tzw. klauzuli sumienia. Zachęcam do lektury ustawy, Konstytucji oraz orzeczenia TK. Prywatne przekonania zalecam odstawić na bok, bo będą tylko przeszkadzać w ocenia prawnej. Dotyczy to mnie samego, gdyż światopoglądowo jestem dość mocno na lewo od centrum, mówiąc językiem sejmowym.
TK ocenił kilku zapisów ustawy na tle Konstytucji i na ogół przyznawał (tzn. z tego wyszło), że – mocno już upraszczając – istnieje coś takiego jak klauzula sumienia i lekarz ma prawo z niej korzystać. Błąd sędziów? Ich światopogląd wziął górę? Niekoniecznie. Stety/niestety, ale kiedy czyta się ustawę dot. zawodu lekarza i Konstytucje (dwa artykuły), to układa się to w pewną całość. Pod warunkiem, że czytelnik nie jest skrajnym upartym lewakiem. Krótko mówiąc, brzmienie prawa jest jakie jest i TK w zasadzie inaczej wypowiedzieć się nie mógł. …no, może można się spierać o detale.
Nie ma co ukrywać, że problem mamy, co pokazał przypadek dr Chazan. Zresztą on sam, mimo dumy z siebie, pokazał cały tragizm sytuacji i pewne sprzeczności, które lekarzom z klauzulą chwały nie przynoszą. Możemy utrzymać coś takiego jak tzw. klauzula sumienia, ale pod warunkiem że tych lekarzy będzie mało i informacja o korzystaniu przez nich z klauzuli będzie upubliczniana, by pacjenci wiedzieli co ewentualnie ryzykują i mieli prawo wyboru. To może być skuteczną zaporą przed zjawiskiem fałszywego deklarowania klauzuli ze względu na naciski zwierzchników czy naciski polityków. Pacjentka musi mieć dostęp do innych lekarzy i jeśli nie lekarz, to jego macierzysta placówka musi to zapewnić (inny lekarz w tej placówce lub wskazanie najbliższej innej placówki). Wiem, wiem, rodzi się szereg pytań i wątpliwości.
Niestety wiele zrobić się nie da. Wątpliwe by układ partyjny (struktura partyjna) który nie poradził sobie z ułatwieniem życia związkom partnerskim, był w stanie uczynić tzw. klauzulę sumienia bardziej przejrzystą i zapobiegł ewentualnemu narastaniu tego zjawiska. Nowy parlament nie będzie lepszy od obecnego. Pozostaje zatem liczyć na to, że przypadek dr Chazana wstrząsnął światkiem lekarskim, a pacjentki będą wnikliwie sprawdzały czy lekarz prowadzący je w okresie ciąży korzysta z klauzuli sumienia, a jeśli to w jakim zakresie. I chyba najbardziej liczyłbym tu właśnie na pacjentki. Chyba tylko one mogą spowodować, że popyt będzie głównie na lekarzy w pełni informujących jaki jest stan płodu i jakie pacjentka ma możliwości. W efekcie lekarze korzystający z klauzuli będą stanowili margines rynku.