Przypomina mi się słynne pouczenie premiera Cimoszewicza skierowane do powodzian w latach 90-tych: trzeba się było ubezpieczyć.
Tysiące Polaków z powodu konfliktu z Iranem utkwiło w miejscach wypoczynku lub na lotniskach przesiadkowych, zamkniętych z powodu konfliktu. Media docierają powoli do rodaków z pytaniem jak sobie radzą. A Polacy, jak to Polacy, zaczynają narzekać. Zaczynają wyrażać pretensje i oczekiwania pod adresem rządu i nie tylko. Media bezrefleksyjnie to emitują, a politycy PiS i prezydent nawołują by coś zrobić, tzn. jakoś jak najszybciej ściągnąć rodaków do kraju.
Bez dłuższego rozwodzenia się kilka uwag. Osoby które utkwiły w miejscach wypoczynku czy służbowych wyjazdów doskonale wiedziały, że jest ryzyko konfliktu na Bliskim Wschodzie. Amerykanie nie ukrywali dokąd płyną ich okręty i co potencjalnie może się wydarzyć. Nie oczekuje od razu rezygnacji z wyjazdu, ale zapas gotówki na koncie, informacja w pracy, że możemy wrócić z opóźnieniem, to chyba nie jest zbyt dużo, prawda? Proszę więc teraz przed obiektywami swoich telefonów nie biadolić i się nie skarżyć w mediach. Biedacy za granicę nie jeżdżą. A skoro ich stać na takie wycieczki, to przyjmuję że mamy do czynienia z względnie zaradnymi i odważnymi ludźmi. Teraz nagle wyzwaniem życia jest jak przetrwać kilka dni w oczekiwaniu na wylot do kraju.
Oczywiście, jest pewien poziom zagrożeń, gdy trzeba ratować ludzi. Czy ten poziom zostanie osiągnięty czy nie, to się okaże. Ewentualna pomoc państwa powinna być przynajmniej w symbolicznej części odpłatna. Nie widzę powodu, by bogatym ludziom, którzy zakpili z bezpieczeństwa, fundować powrót do kraju na koszt podatnika.